Szacunek do samego siebie (Self-Respect) - Praiva Raiva

Praiva Raiva — Szacunek do samego siebie (Self-Respect)
Rzeźba z brązu — Museum of Contemporary Art, Bangkok

Praiva Raiva to tajski artysta, który poświęcił ponad dekadę na stworzenie cyklu „Wild Sculptures” — rzeźb będących hołdem dla natury, wolności i pierwotnych instynktów człowieka.
Jego życie samo w sobie przypomina opowieść o samotności, samowystarczalności i nieustannym dążeniu do prawdy o sobie.
Przez cztery lata mieszkał wśród plemion północnej Tajlandii, wsłuchując się w rytm ich codzienności i sny, w których powracały obrazy zwierząt, drzew i lasu. Ten duch dzikości, nieujarzmiony, ale szczery, przenika całą jego twórczość.

W wywiadzie z 2016 roku artysta przyznał, że rzeźba nigdy nie była jego pierwszym wyborem.
Zaczynał od rysunku, lecz życie, jak to ma w zwyczaju, poprowadziło go w inną stronę.
W górach, z dala od cywilizacji, zrozumiał, że sztuka może być językiem porozumienia między człowiekiem a naturą — i że każda forma twórczości jest sposobem na przetrwanie.

Pierwszą rzeźbą Raivy był byk — symbol siły i cierpliwości. Od tamtej pory jego prace nieustannie krążą wokół zwierząt i lasu, wokół tego, co dzikie i pierwotne w człowieku.
Niektóre z nich trafiły do Muzeum Sztuki Współczesnej w Bangkoku, inne — do prywatnych kolekcji na całym świecie, nawet do rezydencji Hugh Hefnera w Kalifornii.

Filozofia artysty jest prosta, a zarazem pełna mądrości:

„Każde dzieło stworzone z inspiracji odzwierciedla myśl, cierpliwość i prawdę. Nic nie przychodzi łatwo. Trzeba planować, trwać i nie marnować czasu bez celu.”

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam „Szacunek do samego siebie”, stałam po drugiej stronie korytarza.
Już z daleka czułam jego obecność — jakby przestrzeń wokół zgęstniała.
A gdy nasze spojrzenia się spotkały — moje i tygrysa — świat na moment ucichł.
Z tej rzeźby biła dzika energia, napięcie między gniewem a spokojem, między utratą kontroli a odzyskiwaniem panowania nad sobą.

A potem przeczytałam tytuł: „Self-Respect” — „Szacunek do samego siebie.”
Tak właśnie wyobrażam sobie to pojęcie. Tak wygląda jego esencja.
Nie w słowach, lecz w postawie — w spojrzeniu pełnym świadomości własnej siły i godności.
To przypomnienie, że powinniśmy nosić ten szacunek w sobie, bronić go nawet wtedy, gdy świat przygniata nas cudzymi oczekiwaniami, opiniami i lękiem przed odrzuceniem.

Patrzę na ludzi, którzy nieustannie się cofają, by nikomu nie przeszkadzać, by wtopić się w tło.
A jednak ta rzeźba — ten tygrys — mówi coś odwrotnego.
Nie zostaliśmy stworzeni, by się kurczyć.
Zostaliśmy stworzeni, by trwać, by znać swoją wartość, siłę i kruchość, i by z godnością zajmować miejsce, które jest nasze.

Dla mnie ta rzeźba jest jak zwierciadło.
Widzę w niej siebie — dziką, czujną, czasem zranioną, ale nieustannie obecną.

A Ty?
Co widzisz, kiedy patrzysz na ten posąg?

Previous
Previous

Open Field — James Turrell

Next
Next

Pomnik Nadziei - LOUD (Alex Face)