Open Field — James Turrell
Open Field — James Turrell
Chichu Art Museum · Benesse Art Site, Naoshima
James Turrell to artysta, który od ponad pięćdziesięciu lat pracuje nie z formą, lecz ze światłem. Studiował psychologię percepcji i matematykę, a jego sztuka nie polega na tworzeniu obiektów, lecz doświadczeń. W jego pracach światło nie oświetla dzieła — ono jest dziełem. Turrell zaprasza widza do uważnego patrzenia, do zatrzymania się i sprawdzenia, jak bardzo to, co widzimy, zależy od naszej obecności, od czasu i od decyzji, by pójść dalej.
Open Field jest jedną z tych prac, które nie narzucają się od razu. Najpierw widzisz światło. Prostokątną, intensywnie niebieską przestrzeń. Schody. Ramę. I ciszę.
Ta praca natychmiast skojarzyła mi się ze współczesnym światem — światem, w którym niemal wszystko istnieje na ekranie i jest postrzegane przez pryzmat obrazów: szybkich, atrakcyjnych, obiecujących emocje. Jesteśmy przyzwyczajeni do patrzenia. Do scrollowania. Do bycia po tej stronie.
A tutaj wszystko zaczyna się od pierwszego stopnia.
I nagle trzeba się zatrzymać. Oddychać.
Przewodniczka zaprasza, by iść dalej. Ruszam pierwsza — nie ma we mnie strachu, jest czysta ciekawość. Przekraczam ramę światła i w jednej chwili mam wrażenie, jakbym weszła przez ekran do środka. Jakby granica kina, projekcji, telewizora została przekroczona. Jestem wewnątrz obrazu.
Kiedy się odwracam, doskonale widzę ludzi stojących na schodach — nadal „przed ekranem”. Ten kontrast jest niezwykły. Dwa światy istnieją jednocześnie: obserwujących i tych, którzy zdecydowali się wejść.
Ta praca przywołuje we mnie skojarzenia z kinem — z naszym przywiązaniem do obrazu i emocji, które potrafią nas wciągnąć bez reszty. Niebieska bryła jest jak projekcja: czyste światło, dokładnie takie samo, z jakiego powstaje film. Schody prowadzą w jej stronę, jakby zapraszały do przekroczenia granicy — do wejścia w zupełnie inny świat, ostro kontrastujący z otaczającą go ciemnością. To nie jest tylko coś, na co się patrzy. To coś, ku czemu się zmierza.
Open Field nie jest dziełem do oglądania z dystansu. To praca, która wymaga decyzji.
Czy zostaniesz na schodach, patrząc na światło jak na kolejny obraz?
Czy zrobisz krok dalej?
Dla mnie było to doświadczenie ciche, intensywne i bardzo cielesne. Nie spektakularne. Nie głośne. Ale takie, które zostaje w pamięci — jak moment, w którym przestajesz tylko patrzeć, a zaczynasz być.
I wtedy pojawiają się pytania, które zostają na dłużej.
Co jest prawdą, a co tylko aktem?
Co jest autentyczne, a co starannie wyreżyserowane — pod spojrzenie innych, pod algorytm, pod efekt?
Czy to, co pokazujemy światu, jest jeszcze nami — czy już tylko obrazem, który chcemy, żeby inni zobaczyli?
Gdzie kończy się doświadczenie, a zaczyna marketing? I czy my sami wciąż stoimy po tej stronie schodów —
czy może już dawno weszliśmy w świat, który jest tylko projekcją?