Darvish — Mullah in Exile
Darvish określa siebie jako „Sufi school drop-out” i to jedno zdanie wyjaśnia właściwie wszystko. Jego twórczość wyrasta z tradycji duchowej, ale nie daje się zamknąć w jej sztywnych regułach. Artysta zachowuje symbole, archetypy i ciężar znaczeń, po czym delikatnie je podważa, sprawiając, że autorytet staje się kruchy, świętość ludzka, a pewność zostaje zastąpiona przez czułą niejednoznaczność. To nie są obrazy o wierze rozumianej jako doktryna, lecz opowieści o wewnętrznym przetrwaniu. Postacie Darvisha często sprawiają wrażenie zawieszonych lub przesuniętych, jakby istniały pomiędzy światami. Nie są oni bohaterami w klasycznym sensie, lecz świadkami i obserwatorami chaosu, których prace – choć wystawiane w Nowym Jorku – emocjonalnie należą do nas wszystkich.
Obraz „Mullah in Exile” zatrzymał mnie natychmiast, przedstawiając religijną postać kojarzoną z powagą i dyscypliną, która dryfuje przez burzę na różowym, dmuchanym kole. Całość jest niemal absurdalna, lekka i rozbrajająca, a jednocześnie burza, agresywne fale i ciężkie niebo są przerażająco prawdziwe. Nic tu nie obiecuje bezpieczeństwa ani kontroli, jest jedynie trwanie na powierzchni mimo szalejącego sztormu.
Nie wiem, jak Wy się czujecie ostatnio, ale ja jestem przytłoczona w sposób cichy i uporczywy, aż do momentu, gdy oddech staje się płytszy. Widząc ten obraz, poczułam, że właśnie tego teraz potrzebuję – nie ucieczki czy zaprzeczania, ale po prostu możliwości wdechu i wydechu w samym środku chaosu. Ten obraz redefiniuje odporność, podpowiadając, że siła nie zawsze oznacza opór, lecz czasem właśnie lekkość i odmowę tonięcia, nawet gdy warunki są brutalne. To zgoda na coś miękkiego, może nawet śmiesznego i różowego, bez poczucia wstydu.
Jest w tym coś głęboko radykalnego, ponieważ Mullah nie walczy z burzą i nie próbuje jej zdominować, lecz unosi się i dostosowuje, pozwalając, by żywioł go niósł, zamiast go zatopić. Może właśnie na tym polega cicha mądrość tego dzieła, wskazująca na jedną z najtrudniejszych umiejętności w życiu: pozostanie otwartą i życzliwą osobą, gdy wszystko wokół jest głośne i ciężkie. Chodzi o to, by wykorzystać siłę burzy do pójścia dalej, zamiast w niej utonąć. Ten obraz zostawia mnie z pytaniem, czy potrafimy zachować lekkość – nie naiwną, lecz unoszącą nas nad powierzchnią – gdy życie zamienia się w burzę, bo czasem to właśnie wydaje się najodważniejszą rzeczą, jaką możemy zrobić.