Ogród Narcyza- Yayoi Kusama
Yayoi Kusama to jedna z najbardziej rozpoznawalnych artystek współczesnych, ale też jedna z najbardziej samotnych i konsekwentnych. Od dekad tworzy sztukę jako formę przetrwania — sposób na oswojenie obsesji, lęku i poczucia rozpadu „ja”.
Urodzona w 1929 roku w Japonii, od młodości doświadczała halucynacji i intensywnych stanów psychicznych, które stały się fundamentem jej języka artystycznego. Kropki, powtórzenia, nieskończoność i odbicia nie są u niej dekoracją — są próbą zniknięcia w świecie, który bywa zbyt intensywny, by dało się w nim po prostu być.
W latach 60. Kusama pracowała w Nowym Jorku, funkcjonując obok — a często w kontrze — do świata sztuki zdominowanego przez męskie nazwiska. Jej twórczość balansuje między performansem, rzeźbą, instalacją i malarstwem, ale zawsze wraca do jednego pytania:
gdzie kończy się „ja”, a zaczyna coś większego?
Dziś, mając ponad 90 lat, nadal tworzy. Jej sztuka nie opowiada o sukcesie ani karierze — opowiada o przetrwaniu, powtarzalności i potrzebie rozpuszczenia ego w czymś bardziej uniwersalnym.
Narcissus Garden to dzieło powracające w twórczości Kusamy od 1966 roku. Setki — a czasem tysiące — lustrzanych kul ze stali nierdzewnej rozrzuconych na ziemi nawiązują do mitu Narcyza, zakochanego we własnym odbiciu.
Każda kula odbija wszystko: niebo, trawę, ruch powietrza — i Ciebie.
Ale nigdy jako jeden, spójny obraz. Jesteś rozbita, zwielokrotniona, nieuchwytna. Obecna, ale trudna do zdefiniowania.
Na Naoshimie to dzieło nabiera szczególnej mocy. Ta wyspa jest przestrzenią kontrastów: sztuki i natury, piękna i śladów przemysłowego zniszczenia, ciszy i ingerencji człowieka. Lustrzane kule nie konkurują z krajobrazem — one go słuchają. Przyjmują go w siebie.
W 2022 roku, z okazji 30-lecia Benesse House, Narcissus Garden zostało zainstalowane wewnątrz i na zewnątrz Valley Gallery — przestrzeni zaprojektowanej przez Tadao Ando. To miejsce półotwarte, wypełnione światłem i powietrzem, bardziej przypominające sanktuarium niż galerię. Sprzyja uważności, nie efektowi.
Kusama pisała o „samozatarciu” — o rozpuszczeniu „ja” poprzez nieustanne powielanie, aż stanie się częścią czegoś większego. Stojąc pośród tych kul, naprawdę się to czuje. Jesteś — ale nie w centrum. Nie znikasz, tylko przestajesz być jedyna.
To hipnotyzujące.
I jednocześnie niepokojące.
Kim jesteś, gdy jesteś tylko jednym z tysięcy odbić?
Na progu nowego roku, wśród planów na „nowe ja”, to dzieło zadaje cichsze, ważniejsze pytanie:
czy potrafisz rozpoznać siebie poza oczekiwaniami, poza hałasem, poza tym, czego chce od Ciebie świat?
Gdy patrzysz w te lustrzane kule…
kogo tak naprawdę widzisz?