Smutny, realistyczny i genialny — Dlaczego warto obejrzeć „The Four Seasons”

Dziś chcę zaprosić Was do obejrzenia serialu „The Four Seasons”, współtworzonego przez uwielbianą przeze mnie Tinę Fey, która również gra w nim jedną z głównych ról. Serial ten (stworzony ramię w ramię z Lang Fisher i Tracey Wigfield) na pewno zarezonuje z polską widownią z jednego prostego względu – jest dokładnie taki, jak wszystkie dobre polskie komedie: podszyty smutkiem i niesamowicie realistyczny.

O czym jest ten serial?

The Four Seasons opowiada o zgranej paczce długoletnich przyjaciół, którzy kontynuują swoją tradycję wspólnych, weekendowych wyjazdów raz na kwartał. Cztery pory roku, cztery wyjazdy, które mają być odskocznią od nudnej codzienności.

Jednak pod warstwą humoru i luksusowych domków letniskowych kryje się coś znacznie cięższego. Te cykliczne spotkania stają się bezlitosnym punktem kontrolnym ich życiowych porażek. Obserwujemy ludzi w średnim wieku, których relacje, małżeństwa i stabilne dotąd pozycje zaczynają pękać. Ktoś bierze rozwód, ktoś pojawia się z o wiele młodszą partnerką, zaburzając dynamikę grupy, a ktoś inny po prostu nie radzi sobie z upływającym czasem. To opowieść o bolesnym odkryciu, że bycie dorosłym wcale nie oznacza, że masz w życiu wszystko poukładane.

Nie chcę dzielić się z Wami dokładną treścią i psuć zabawy z seansu, dlatego chciałabym zwrócić Waszą uwagę na kilka konkretnych „cytatów” – momentów, które uderzyły mnie najmocniej.

1. Głos, który trzeba eksmitować z głowy

Pierwszy moment to rozmowa o zwątpieniu, która w dzisiejszych realiach jest nam potrzebna bardziej niż kiedykolwiek:

„Po prostu nienawidzę patrzeć, jak w siebie wątpisz. Tak. To okej, że coś spieprzysz. Dosłownie w ten sposób stajesz się w tym lepsza. Po prostu nienawidzę patrzeć, jak w siebie wątpisz. Bo kiedy raz zaprosisz do głowy ten głos, ten, który wmawia ci, że nie dasz rady... cholernie trudno jest wyeksmitować tego skur*****a.”

Jak często widzimy to u innych kobiet? Kiedy ta druga, najbliższa nam osoba nagle zaczyna w siebie wątpić... Jeśli obejrzycie ten serial, wydźwięk tych słów będzie jeszcze mocniejszy, ponieważ wypowiada je postać, która sama głęboko w sobie zwątpiła.

Myślę, że to szalenie ważne, zwłaszcza w tych czasach, kiedy wszyscy na Insta i wszędzie indziej są idealni, przez co coraz trudniej jest być sobą i po prostu popełniać błędy. Bardzo proszę, pamiętajcie o tym cytacie. It's okay to fuck up.

2. Życie w zgodzie ze sobą (nawet kosztem straty)

Drugi cytat to rozmowa matki z synem, która bardzo mnie wzruszyła. Syn chce uszanować zdanie partnera i nie podejmować żadnego działania, jednak matka mówi mu wprost:

Zrób to, co ty uważasz za najważniejsze. To twoje życie i ty musisz zrobić tak, jak sam uważasz.

Uważam, że to przepiękny moment, również ze względu na kontekst, w którym osoba zaprzeczająca potrzebie pomocy po prostu nie chce być dla nikogo ciężarem. Chyba nie potrafię powtórzyć tego dobitniej: to twoje życie i ty musisz być z nim w zgodzie – nawet jeśli dzieje się to kosztem straty kogoś lub czegoś. Uszczęśliwianie innych na siłę zawsze kończy się własną katastrofą.

3. Czy musisz być jedynym dorosłym na planecie?

I na koniec coś, co jest mi szczególnie bliskie. Myśl dedykowana wszystkim osobom, które zawsze muszą być te „dorosłe”, odpowiedzialne i silne:

"– Czuję, że muszę zużywać całą swoją energię, żeby utrzymać nas oboje na powierzchni.

– Ale dlaczego? Wcale nie musisz tego robić.

– Bo jeśli ja też zacznę wywalać z siebie każdą mroczną, okropną rzecz, którą czuję, to pójdziemy na dno. Jeśli nie będę boją ratunkową, skończymy na dnie oceanu.

– Słuchaj, ja też potrafię być boją, okej? Daj mi tylko szansę.”

Może wcale nie trzeba trzymać się zawsze w pionie? Może nie musisz być jedynym dorosłym na planecie Ziemia, który jednoosobowo dba o to, by wszystko nie runęło? Utrzymywanie pozorów za wszelką cenę i bycie wieczną boją ratunkową dla całego otoczenia wycieńcza do cna. Może nami też czasem może się ktoś zaopiekować? To taka luźna myśl, nad którą naprawdę warto się pochylić.

Next
Next

Nazywam się Agneta