Bez wyjścia – recenzja filmu Park Chan-wooka
Bez wyjścia: Kiedy CV to za mało, by wygrać z rynkiem
Kiedy rynek pracy staje się bezlitosny, eliminacja konkurencji nabiera dosłownego znaczenia. Bohater „Bez wyjścia” – najnowszego filmu Park Chan-wooka, twórcy „Oldboya” i „Służącej” – bierze sprawy w swoje ręce. Koreański mistrz kina gatunkowego stawia niepokojąco trafną diagnozę współczesnych lęków w swoim bezkompromisowym, autorskim stylu.
Man-su (Lee Byung-hun, znany m.in. ze „Squid Game”) prowadzi życie idealne: stabilne zatrudnienie w fabryce papieru, kochająca rodzina i dom z dwoma golden retrieverami. Wystarczy jednak jeden dzień, by sielanka zamieniła się w horror. Tracąc pracę, Man-su traci coś więcej niż pensję – traci status, tożsamość i poczucie męskości. Aby odzyskać swój świat, nie cofnie się przed niczym. Okazuje się, że „mokra robota” wymaga od niego tej samej precyzji, co ta papierkowa.
Ciepło pośród chłodu
To, co w tym filmie zachwyca najbardziej, to jego przewrotna głębia. Mimo makabrycznych wątków, „Bez wyjścia” jest filmem zaskakująco ciepłym. Obserwujemy rodzinę, która w obliczu kryzysu zamiast się rozpaść, zacieśnia więzi. Żona wraca do pracy, córka rozważa rezygnację z pasji, a nad wszystkim wisi widmo utraty domu. Gdy nadzieja gaśnie, pojawia się desperacki plan: fizyczne usunięcie innych kandydatów do stanowiska.
Pojawia się tu wątek głęboko zakorzeniony w koreańskim etosie pracy: Man-su kocha papier. Tak samo jak jego rywale. Kiedy ich analizuje, odkrywamy, że każdy z nich zna na pamięć gramatury i rodzaje włókien. To nie są ludzie walczący wyłącznie o pieniądze. To ludzie walczący o prawo do robienia tego, co potrafią najlepiej.
Mantra: „Dam radę”
Film genialnie portretuje grupy wsparcia dla bezrobotnych mężczyzn. Sceny, w których bohaterowie jak mantrę powtarzają „Dam radę”, są jednocześnie komiczne i bolesne. Choć osadzone w koreańskiej rzeczywistości, dotykają czegoś uniwersalnego. Niezależnie od szerokości geograficznej, technologia i optymalizacja kosztów wypychają ludzi na margines, tworząc nowe, brutalne role społeczne. To nie jest film tylko o Korei – to film o nas wszystkich.
Klucz do szczęścia
Co jest w „Bez wyjścia” najpiękniejsze? Fakt, że rodzina pozostaje razem. Wspierają się, nawet gdy grunt usuwa się spod nóg. Czy to nie jest właśnie prawdziwy klucz do przetrwania?
Całość dopełnia hipnotyzująca muzyka i kadry, które zamieniają każde mieszkanie czy biuro w artystyczne doznanie. Park Chan-wook po raz kolejny udowadnia, że kino gatunkowe w rękach mistrza staje się sztuką najwyższej próby.
A Ty? Czy kiedykolwiek czułeś/aś, że Twoja praca to nie tylko zarobek, ale nierozerwalna część Twojej tożsamości?