Angel’s Egg- Mamoru Oshii
Angel’s Egg to kolejny japoński film animowany, który zostanie w twojej głowie na długo — zostawiając cię z wątpliwościami, o czym właściwie był. I każdy może mieć na ten temat zupełnie inną wizję.
Najbardziej popularna interpretacja mówi, że film odzwierciedla zmagania Oshiiego z wiarą — reżyser rozważał zostanie katolickim księdzem, ale ostatecznie porzucił tę drogę. W filmie jest mnóstwo metafor, a jedyna prawdziwa rozmowa dotyczy Arki Noego z Biblii.
Film zaczyna się od pojawienia się ogromnej maszyny z wielkim okiem — przypominającym Oko Opatrzności, Wszechwidzące Oko: symbol wszechwidzącej opieki Boga nad ludzkością, jedności Trójcy Świętej. Maszyna jest wypełniona rzeźbami. Wraz z jej pojawieniem się w mieście włącza się alarm i niepokój.
„Maszyna boga” wydaje się reprezentować zorganizowaną religię. Wchłania świętych jako posągi do swojej struktury. W jednej ze scen żołnierz stoi naprzeciwko maszyny na polu z wzorem szachownicy — jakby grał w szachy, stawiając czoła skodyfikowanemu systemowi wierzeń, zachowując swoją indywidualność. Dlatego właśnie wierzę, że gdy na początku filmu pojawia się Oko Opatrzności, wojownik wie, że musi znaleźć drugą istotę, by móc przeżyć. W mojej interpretacji żołnierz wie, że musi ją poświęcić, żeby samemu nie stracić życia — albo duszy. Jako żołnierz widział okrucieństwa świata — być może nie dosłowną wojnę, ale metaforę tego, jak samo życie i związane z nim cierpienie potrafią zmienić twój osobisty system przekonań.
Wtedy poznajemy dziewczynkę, która przemierza opuszczone miasto, nosząc i chroniąc ogromne jajko. Dba o nie, bo wierzy, że wykluje się z niego nadzieja. Jajko — to symbol nowego życia, odrodzenia, zmartwychwstania. Zwycięstwo życia nad śmiercią.
Dziewczynka początkowo ucieka przed wojownikiem, ale z czasem pozwala mu się towarzyszyć. Wojownik stara się zbudować z nią zaufanie. Gdy pytają się siebie nawzajem, kim są — żadne z nich nie potrafi odpowiedzieć. I to nadaje filmowi tragiczny wymiar.
Wojownik opowiada historię Arki Noego — ale w jego wersji gołąb, który został wysłany z Arki, nigdy nie wrócił. Ludzie na arce zapomnieli o gołębiu, a w końcu zapomnieli też o świecie, z którego przyszli. Zastanawia się, czy ptak w ogóle istniał. Dziewczynka mówi, że istniał, i prowadzi go do skamieniałości gigantycznego ptaka.
W nocy ożywają posągi rybaków — duchy, które próbują złapać cienie ryb, niszcząc przy tym wszystko wokół. Najpierw myślałam, że to metafora wojny. Potem — chciwości. A potem dotarło do mnie, że ryba jest symbolem ichthys — jednym z najstarszych symboli chrześcijaństwa, oznaczającym Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, Zbawiciela.
Przed przeczytaniem opinii innych miałam wrażenie, że chodzi o wojnę lub odwieczną chęć posiadania. Ale interpretacja jest głębsza: posągi rybaków to ludzie, którzy gonią coś, czego złapać się nie da — cienie rzucane przez celakanta, prehistoryczną rybę, która przetrwała miliony lat, tak jak sama wiara. Rybacy niszczą miasto wokół siebie i nawet tego nie widzą. Cienie istnieją, ale to, co je rzuca, jest fizycznie nieosiągalne w tym świecie. Ile razy w historii ludzie burzyli wszystko wokół siebie, goniąc coś, czego nigdy nie dotkną? Czy kiedy podejmujesz decyzję — myślisz, czy pędzisz za tłumem, aż stajesz się jego częścią?
Gdy dziewczynka zasypia, wojownik niszczy jej jajko. Tyle że jajko jest puste — i on o tym wiedział od początku. Nadzieja, którą chroniła, była złudą. Wojownik nie niszczy jajka z nienawiści — ale z bolesnej potrzeby prawdy. Pełni rolę katalizatora: wymusza konfrontację wiary z rzeczywistością, nawet jeśli cena tej prawdy jest destrukcyjna. Bo gdyby uległ jej wizji, gdyby uwierzył w puste jajko — stałby się kolejnym bezmyślnym rybakiem goniącym cień.
Dziewczyna ściga go, ale wpada do wody i tonie. Jej ostatni oddech zamienia się na powierzchni w mnóstwo jajek. Wojownik stoi na brzegu pokrytym piórami i obserwuje, jak dziewczynka — teraz kamienny posąg — zajmuje miejsce na tronie wśród innych rzeźb wewnątrz maszyny z Okiem. Maszyna odlatuje i nastaje spokój.
Te rzeźby kojarzą mi się z fasadą Westminster Abbey, gdzie na bieżąco dostawiają współczesnych męczenników — i to idealnie zgrywa się z finałem filmu.
Na końcu dowiadujemy się, że cały ten świat zbudowany jest na czymś, co przypomina odwrócony kadłub statku — Arki. Opuszczone miasto być może reprezentuje współczesny świat i izolację, którą wszyscy czujemy, mimo że żyjemy tak blisko siebie. Nasz świat zbudowany jest na historii wiary — niezależnie od tego, czy ją akceptujesz, ukształtowała naszą rzeczywistość przez tysiąclecia wojen, ekspansji, sztuki, handlu i filozofii.
Ten film wywarł na mnie ogromne wrażenie. Mimo że powstał w 1985 roku — jak bardzo jest teraz aktualny.
Film jest bardzo smutny. Ale polecam go każdemu do obejrzenia i refleksji.
Jeśli nasz świat jest zbudowany na fundamencie „odwróconej Arki” — ratunku, który stał się więzieniem — to czy potrafimy wyjść poza jego cień bez niszczenia siebie nawzajem?
Wiara może dawać nadzieję. Ale nie powinna wyłączać myślenia. Każda decyzja, którą podejmujemy w jej imię, wciąż jest naszą decyzją — i naszą odpowiedzialnością.
Wiara może dawać nadzieję. Ale nie powinna wyłączać myślenia. Zastanawiam się tylko: kiedy ostatni raz podjęłaś/podjąłeś decyzję w absolutnej ciszy, a kiedy jedynie dołączyłaś/dołączyłeś do biegu, stając się jednością z tłumem goniącym ten sam cień?
“You got the power to let power go?”
K.W.