Tartan, który opowiada historię
Bardzo spodobała mi się gra planszowa Witchcraft!. Prowadzimy w niej sabat czarownic, który próbuje ochronić wioskę przed nadprzyrodzonymi zagrożeniami. Mieszkańcy widzą jednak w czarach źródło zła i podejrzewają nas o konszachty z diabłem. Wykonujemy misje, pokonujemy potwory i staramy się przekonać ławę przysięgłych, że bronimy wioski. Używanie magii pomaga nam w walce, ale może też wzbudzić podejrzenia i doprowadzić do uwięzienia naszych sióstr. Zaintrygowało mnie to zaczelam szukac informacji o wiedźmach i po nitce do kłębka trafiłam na witchesofscotland i historię szkockiego tartanu upamiętniającego osoby oskarżone o czary.
Tartan to charakterystyczny szkocki wzór w kratę: pionowe i poziome pasy przecinają się, tworząc powtarzalny układ kolorów. Tradycyjnie tkano go z wełny i szyto z niego kilty. Niektóre wzory kojarzą się z konkretnymi klanami, ale tartany tworzy się także dla rodzin, organizacji czy miejsc. Ten powstał ku pamięci osób oskarżonych o czary w Szkocji.
Intrygujące! I poruszające.
Krata, w której zapisano pamięć
Tartan Witches of Scotland powstał z inicjatywy Claire Mitchell KC i Zoe Venditozzi, założycielek kampanii Witches of Scotland. Wzór zaprojektowała Clare Campbell z pracowni Prickly Thistle w szkockich Highlands. 11 lutego 2025 roku wpisano go do oficjalnego Scottish Register of Tartans.
Pomysł na stworzenie tartanu przyszedł Claire Mitchell po wizycie na wystawie poświęconej szkockim kratkom w V&A Dundee. Tak wspominała tę inspirację:
„Zobaczyłam ludzi w różnym wieku i o różnym pochodzeniu, noszących tartany na rozmaite sposoby i rozmawiających o nich. Pomyślałam, że wspaniale byłoby stworzyć wzór opowiadający historię kobiet straconych za czary — coś, co moglibyśmy nosić, by pamiętać o własnej historii. Tartan nie jest związany z jednym miejscem. Jest uniwersalny, więc ludzie na całym świecie mogliby opowiadać tę historię”.
Tartan miał stać się żywym pomnikiem: czymś, co można nosić, pokazywać i wykorzystywać jako początek rozmowy o przeszłości. W przeciwieństwie do kamiennego monumentu nie stoi w jednym miejscu. Wędruje z ludźmi i może opowiadać tę historię na całym świecie
Kolory i nici nie są przypadkowe. Według twórczyń czerń i szarość przypominają o mrocznym czasie prześladowań oraz o prochach ofiar. Czerwień i róż nawiązują do „taśmy prawnej”, czyli systemu, który oplótł życie oskarżonych i doprowadził do ich skazania. Pas ze 173 czarnych nici upamiętnia okres obowiązywania ustawy o czarach. Cieńsze linie mają po 15 i 17 nici: to sumy cyfr w datach jej uchwalenia i uchylenia. Biała kratka z trzech nici symbolizuje trzy cele kampanii: ułaskawienie, przeprosiny i narodowy pomnik pamięci.
Patrząc na wzór, można zobaczyć w nim także coś własnego. Dla mnie czerwień przywołuje krew, róż — kruche życie, które próbowano zamknąć w oskarżeniach, a czerń i szarość — pustkę po tych, których imiona i historie zniknęły. Chyba właśnie na tym polega siła tego wzoru: twórczynie nadały kolorom konkretne znaczenia, ale zostawiły nam przestrzeń na własne emocje. To nie jest tylko krata. To pamięć, którą można zabrać ze sobą i opowiedzieć dalej.
Liczby, za którymi kryją się ludzie
Szkocka ustawa o czarach została uchwalona w 1563 roku. Zarówno praktykowanie czarów, jak i konsultowanie się z osobą uznawaną za czarownicę było przestępstwem zagrożonym karą śmierci. Ustawa przestała obowiązywać w 1736 roku. Prześladowania nie miały jednak przez cały ten czas jednakowej intensywności: szczególnie silne fale oskarżeń przypadały na konkretne lata i regiony.
Baza badawcza Uniwersytetu Edynburskiego odnotowuje ponad 3800 osób oskarżonych o czary w Szkocji. Około 84 procent osób, których płeć udało się ustalić, stanowiły kobiety. Dokumenty są niepełne, a informacje o wyroku zachowały się tylko dla niewielkiej części oskarżonych. Dlatego często podawana liczba około 2500 straconych jest szacunkiem, a nie dokładnym spisem
Osoby skazane na śmierć najczęściej najpierw duszono, a dopiero potem palono ich ciała. Palenie żywcem, znane z popularnych wyobrażeń o procesach czarownic, zdarzało się rzadko.
Skala oskarżeń robi jeszcze większe wrażenie, gdy pomyślimy, jak niewielka była wtedy Szkocja. Claire Mitchell mówiła w szkockim parlamencie, że w XVII wieku kraj liczył około 900 tysięcy mieszkańców. Przy ponad 3800 oskarżonych w wielu społecznościach trudno było zapewne nie znać kogoś, kogo dotknęło polowanie na czarownice: osoby oskarżonej albo kogoś z jej otoczenia. Szacunki wskazują też, że liczba egzekucji w przeliczeniu na mieszkańców była w Szkocji około pięć razy wyższa niż europejska średnia.
Dla porównania: w Szkocji przez 173 lata obowiązywania ustawy o czarach oskarżono ponad 3800 osób, a szacuje się, że stracono około 2500. W Salem podczas procesów z lat 1692–1693 oskarżono ponad 200 osób. Dziewiętnaście powieszono, Giles Corey zmarł poddany torturze miażdżenia, a co najmniej pięć osób zmarło w więzieniu. W Szkocji oskarżonych było więc około dwudziestokrotnie więcej, a straconych — ponad stukrotnie więcej. To jednak nieporównywalne okresy: salemskie liczby dotyczą jednego epizodu.
Rozliczenie z Salem trwało długo i odbywało się etapami. W 1697 roku sędzia Samuel Sewall publicznie przeprosił za swój udział w procesach. W 1711 roku uchwalono akt odwracający wyroki skazujące wobec części oskarżonych. Rezolucja z 1957 roku objęła Ann Pudeator i „pewne inne osoby”; pięć kobiet, o które chodziło, wymieniono z nazwiska dopiero w 2001 roku. Ostatnią skazaną, Elizabeth Johnson Jr., oficjalnie oczyszczono z zarzutów w 2022 roku — 329 lat po jej skazaniu.
Dwie kobiety, dwie historie
Za liczbami stoją konkretne losy. Jednym z najgłośniejszych szkockich przypadków były procesy w North Berwick z lat 1590–1591. Kiedy Jakub VI wracał z Danii z Anną, ich statek napotkał gwałtowne sztormy. Oskarżonym zarzucono sprowadzenie burzy, która miała zagrozić życiu króla. Jedną z nich była Agnes Sampson, akuszerka i uzdrowicielka. Jakub VI przesłuchiwał ją osobiście. Według relacji torturowano ją w Old Tolbooth w Edynburgu, między innymi przy użyciu żelaznego kagańca z kolcami. Jej zeznanie, najpewniej wymuszone torturami, zawierało opowieść o czarach wymierzonych w statek króla. Agnes została skazana i stracona w Edynburgu w 1591 roku.
Druga historia jest cichsza, ale może jeszcze bardziej przejmująca. W 1704 roku Lilias Adie z Torryburn w hrabstwie Fife została oskarżona o czary. Zmarła w więzieniu, zanim odbył się jej proces i zapadł wyrok. Pochowano ją na plaży, między linią przypływu i odpływu, pod ciężką kamienną płytą. To jedyny znany grób osoby oskarżonej o czary w Szkocji.
W XIX wieku jej szczątki wykopano, a czaszka trafiła do zbiorów i została sfotografowana. Później zaginęła. Na podstawie zachowanych zdjęć w 2017 roku naukowcy z Uniwersytetu w Dundee odtworzyli twarz Lilias. Jej spokojna twarz wydaje się szczególnie wymowna w zestawieniu z oskarżeniami, które doprowadziły ją do więzienia.
Pamięć, która nie kończy się na wzorze
Kampania Witches of Scotland zabiega o trzy rzeczy: ułaskawienie osób skazanych, oficjalne przeprosiny i narodowy pomnik. Przeprosiny padły w 2022 roku: ówczesna pierwsza minister Szkocji Nicola Sturgeon przeprosiła osoby oskarżone na podstawie ustawy o czarach. Ułaskawienia dotąd nie uchwalono. Projekt ustawy wycofano w 2023 roku, a kampania nadal wskazuje ułaskawienie i pomnik jako swoje cele.
Podoba mi się myśl, że pamięć może być czymś, co nosimy na sobie. Tartan Witches of Scotland nie pozwala zamknąć tej historii w podręczniku ani odsunąć jej w bezpieczną, odległą przeszłość. Przypomina, że za oskarżeniami stały prawdziwe osoby, w większości kobiety, i system, który potrafił zamienić strach oraz podejrzenia w wyroki.
Może dlatego ta historia tak mocno połączyła mi się z grą Witchcraft!. Prowadzimy w niej sabat czarownic, który próbuje ratować ludzi, choć oni widzą w nim zagrożenie. Każde użycie magii to ryzyko: pomaga walczyć, ale wzbudza podejrzenia, a gdy ława przysięgłych nie daje się przekonać, nasze siostry trafiają do więzienia. W grze to mechanika, z którą można próbować sobie poradzić. W historii Szkocji oskarżenia nie były fikcją ani elementem planszówkowej fabuły. Miały konsekwencje dla prawdziwych osób, takich jak Agnes Sampson i Lilias Adie, dla ich rodzin i całych społeczności. Tartan nie cofnie tego, co się wydarzyło, ale może sprawić, że znów o nich opowiemy.