Kuchnia książek - Kim Jee Hye,

Koreańska literatura „lecząca” zalewa nas falami spokoju, zapachu kawy i wiejskiej sielanki. Czasem jednak pod tą estetyczną okładką kryje się coś, co zamiast karmić duszę, serwuje nam jedynie jałowe kalorie. Tak było w moim przypadku z „Kuchnią książek”.

Kolejna książka z nurtu healing fiction, która obiecuje literoterapię, spokój i odnalezienie siebie w koreańskiej głuszy. Scenariusz znany: Seul, korporacyjne wypalenie, ucieczka na wieś i otwieranie księgarni. Brzmi jak plan na idealny wieczór, ale dla mnie ta „kuchnia” okazała się kompletnie niesprawna.

Głównym konceptem autorki było wplatanie w poszczególne historie rekomendacji innych książek. I tu pojawia się mój największy zgrzyt. Odniosłam nieodparte wrażenie, że Kim Jee-hye najpierw zrobiła listę lektur, które chce wepchnąć do tekstu, a potem na siłę doszywała do nich losy bohaterów. W efekcie konstrukcja trzeszczy, a spotkania z gośćmi pensjonatu Soyang-ri wydają się tylko marnym pretekstem do literackiego lokowania produktu. Nie ma tu żadnej płynności, jest za to mechaniczne odhaczanie kolejnych tytułów.

Najgorsze w tym wszystkim było jednak poczucie pustki. Czytało mi się to wyjątkowo trudno – nie dlatego, że język był wymagający, ale dlatego, że był jałowy. To specyficzne uczucie, jakby słuchało się kogoś cierpiącego na mitomanię. Historie są niby ładne, niby poprawne, ale w ogóle nie czuć w nich prawdy. Wszystko jest zbyt wygładzone, nierealne, pozbawione jakiegokolwiek ciężaru gatunkowego. Szukałam choć jednego zdania, które mogłabym tu Wam zacytować. Jednej myśli, która by ze mną została. Nie znalazłam nic.

Dla kogo?

Mimo wszystko po „Kuchnię książek” mogą sięgnąć zbieracze polecajek, którzy szukają gotowej listy klasyki i współczesnych tytułów do sprawdzenia, bo ta książka to w zasadzie jeden wielki katalog. Może spodobać się też fanom estetyki „slow”, którym wystarczy sam opis szumu liści i parzenia herbaty, by uznać czas za miło spędzony. Ja jednak szukałam emocji, a dostałam produkt, który bardzo stara się udawać coś głębokiego.

✨ Na zakończenie

Wiecie, że książkom nie daję ocen. Literatura to zbyt osobista sprawa, żeby zamykać ją w cyferkach. Tym razem jednak „Kuchnia książek” i ja kompletnie się rozminęłyśmy. A Wy jak podchodzicie do takich koreańskich „pocieszajek”? Czujecie w nich autentyczność czy tylko sprawny marketing?

Next
Next

Biblioteka o Północy - Matt Haig